WYWIAD: Ewa Bauer

2 komentarzy
Cześć!
Dzisiaj jest sobota i to czas, aby zakończyć tydzień z Ewą Bauer. Mam nadzieję, że recenzje Wam się spodobały. 


Ewa Bauer to prawniczka z wykształcenia, ale jej miłością jest literatura. Interesuje się psychologią. Choć zawsze mówiła, że pisanie książek pozostawia sobie na emeryturę, postanowiła przyspieszyć ten proces, czego efektem była jej debiutancka powieść "W nadziei na lepsze jutro" wydana przez wydawnictwo Radwan w 2011 r. W 2013 r. wydała drugą powieść "Kruchość jutra", a w 2014 r. kolejną o tytule "Kurhanek Maryli" (obie nakładem Wydawnictwa Szara Godzina). Autorka włada kilkoma językami obcymi, uwielbia podróże w nieznane, ale korzenie zapuściła w Krakowie. Kocha Małego Księcia i dobrą kuchnię.


Dzień dobry. 
Dzień dobry! Bardzo mi miło gościć na Twoim blogu. I dziękuję za zaproszenie.

Przyjemność z mojej strony. To pierwsze pytanie. Od kiedy Pani pisze? Były to lata szkolne, czy może późniejsze?
Pierwsze próby pisarskie podejmowałam już w szkole podstawowej. Przede wszystkim były to opowiadania i pamiętniki, ale jako nastolatka napisałam także powieść obyczajową. Miałam wtedy koleżankę, która również marzyła o tym, by zostać pisarką. Wymieniałyśmy się fragmentami swoich historii. Dziś myślę, że byłyśmy dla siebie i recenzentkami i redaktorkami, bo wzajemnie poprawiałyśmy sobie teksty.

Wspaniały pomysł! A jak wyglądały  u Pani początki wydawnicze? Wysyłała Pani swój rękopis do wszystkich możliwych wydawnictw, czy może czekała Pani na jakiś znak?
Pierwszy tekst, rzeczywiście, wysłałam do kilku wydawnictw, ale byłam zbyt niecierpliwa, by czekać na odpowiedź i, gdy ktoś zasugerował mi, żebym wydała z Radwanem, szybko do nich napisałam. Kilka miesięcy później książka była już na rynku. Drugi tekst, Kruchość jutra, nie wysyłałam chyba do nikogo, gdyż ledwo gdy go ukończyłam, poznałam mojego obecnego wydawcę na Targach Książki w Krakowie. Szybko doszliśmy do porozumienia i wtedy zdecydowałam się na współpracę z Szarą Godziną.


Nieprawdopodobne! A jak zareagowała Pani rodzina oraz znajomi, gdy dowiedzieli się, że ma Pani zamiar napisać książkę?
Z pewnym przymrużeniem oka. Nigdy nikt z moich bliskich nie negował mojej potrzeby pisania, a później publikowania powieści, wspierali mnie i dalej wspierają, ale uważali też, bym nie wiązała z tym zbyt wielkich nadziei, zwłaszcza na początku. Nigdy nie wiadomo, co spodoba się czytelnikom.

No tak. Są gusta i guściki.
Porusza Pani dość trudne tematy w książkach związane ze zdradą, rozstaniem, brakiem pracy. Skąd pomysł na taką właśnie tematykę?
Tematy, które poruszam są bardzo życiowe. W takiej rzeczywistości żyjemy, a ja jestem obserwatorem otaczającego nas świata. Jednocześnie, czytając sporo, często spotykam się z czarno-białym spojrzeniem na różne sprawy, a tymczasem nic nie jest jednokolorowe. Każdy problem, z którym się spotykamy może być inaczej odbierany przez różne osoby, różne mogą być przyczyny i nasz udział w wydarzeniach. Nic nie jest oczywiste, bo każdy człowiek jest inny. Najlepiej to widać właśnie na emocjach, a te pojawiają się najczęściej w tych trudnych dla nas chwilach. Dlatego chyba, żeby to pokazać, sięgam po taką tematykę.


Wiem, że pierwotna wersja "W nadziei na lepsze jutro" oraz "Kruchość jutra" nieco różni się od wznowienia. Może Pani troszkę zdradzić, co zostało zmienione w fabule?
W fabule nic nie zostało zmienione, poprawiony został styl i książki były na nowo zredagowane. W Kruchości jutra został dopisany rozdział, który miał ułatwić płynne przejście do trzeciej części. Te zmiany wynikały po części z tego, że upłynęło kilka lat od napisania tych powieści i jednak rozwinęłam się pisarsko od tego czasu. Kiedy więc, przygotowując się do napisania kontynuacji, czytałam pierwsze części, czasem potykałam się o fragmenty, które mnie nie zadowalały i postanowiłam je poprawić.

A miała Pani jakiś wpływ na okładkę, wygląd książek?
Wydawca zawsze konsultuje okładki. Wspólnie staramy się znaleźć najlepsze rozwiązanie. Przyznam szczerze, że nie lubiłam okładki pierwszego wydania Kruchości jutra, choć ma ona wielu zwolenników. Natomiast drugie wydanie jest absolutnie mistrzowskie, ta kobieta na skale i fioletowa oprawa w stu procentach oddaje to, jak sobie wyobrażałam tę okładkę. Pozostałe dwie również mi się podobają, uważam, że dokonaliśmy właściwych wyborów i cieszę się, że również mogłam wyrazić swoje zdanie na ten temat.


Jako osoba, która prowadzi bloga chciałabym wiedzieć, jak wygląda Pani współpraca z ludźmi, którzy piszą o książkach. Ma Pani jakieś grono blogerów, którzy piszą na temat Pani powieści, czy może promocją i kontaktami blogowymi zajmuje się wydawnictwo?
Trochę tak i tak. Mam stałe grono czytelników, którzy czekają na kolejne moje powieści. Czasem niestety dłużej niż bym tego chciała. Z wieloma - wśród nich jest także kilku blogerów – utrzymuję bardzo serdeczne kontakty, ale nie jest to tak, że stałe grono pisze o moich książkach. Prawdę mówiąc nie kontroluję tego, kto i co o nich pisze. Dlatego zawsze miło mi jest, gdy ktoś odezwie się do mnie z informacją, że właśnie opublikował opinię na temat jednej z moich książek. Ciągle pojawiają się też nowi czytelnicy, którzy gdzieś słyszeli o mnie i chcieliby poznać moją literaturę. To bardzo budujące dla autora. Natomiast wysyłką egzemplarzy recenzenckich zajmuje się wydawnictwo, ja raczej organizuję konkursy czy inne akcje podczas, których rozdaję książki.

W trzeciej części "Kolorów uczuć", czyli w "Słonecznym jutrze" główna bohaterka wyjeżdża do Barcelony. Czemu akurat Hiszpania?
Bardzo lubię Barcelonę. Byłam tam kilkanaście razy i ciągle mi się nie nudzi. Przy okazji zwiedziłam jeszcze kilka innych miast, ale w sumie to zbyt wiele w Hiszpanii nie widziałam, jest tam tyle pięknych miejsc, do których muszę jeszcze dotrzeć. Któregoś dnia, spacerując uliczkami Barcelony i obserwując tamtejszych mieszkańców, zastanawiałam się jakby to było, gdybym się tam przeprowadziła, z jakimi problemami musiałabym się zetknąć. I tak zaczęła się rodzić myśl, by wysłać tam moją bohaterkę.


Uwielbia Pani Hiszpanię. A jakie jest Pani miejsce na ziemi? Gdzie czuje się Pani najlepiej?
Jest kilka takich miejsc, w których czuję się dobrze. Mój dom, pewna chatka w górach, do której uciekam, gdy tylko mam możliwość, mam też ulubiony las. No i oczywiście Barcelona.

A jakie są plany na przyszłość? Myśli już Pani o kolejnej książce? Kiedy możemy spodziewać się następnych powieści spod Pani pióra?
We wrześniu ma się ukazać kolejna obyczajowa powieść, najprawdopodobniej pod tytułem „W pułapce lęku”. Będzie także wznowienie „Kurhanka Maryli”.

W takim razie, już się nie mogę doczekać. 
Ma Pani może jakieś cytaty, którymi kieruje się w życiu?
Jest ich wiele! Uwielbiam Małego Księcia, a tam jest pełno bardzo życiowych dewiz. Gdybym jednak miała wybrać to aktualnie chyba byłyby to słowa Króla, że „Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku.” Często mamy zbyt wygórowane oczekiwania, a potem jesteśmy zawiedzeni, gdy nie możemy tego osiągnąć. Metodą małych kroków można osiągnąć zdecydowanie więcej.


A jakie są Pani marzenia? O czym marzy pisarka Ewa Bauer?
Poza tymi osobistymi, o których nie będę mówić, marzę by pojechać całą rodziną na rajską plażę i spędzić tam naprawdę cudowny relaksujący urlop.

Bardzo dziękuję za rozmowę! Ma może Pani coś jeszcze do powiedzenia Czytelnikom?
Ja również bardzo dziękuję. Było mi niezmiernie miło. A Czytelników zachęcam serdecznie do kontaktu czy to przez facebooka, czy drogą mailową. Bardzo lubię z Wami rozmawiać, nie tylko o książkach. To właśnie dzięki takim kontaktom zawarłam kilka pięknych przyjaźni. Zapraszam również na Targi Książki w Warszawie, będę w tym roku podpisywać trylogię Kolory uczuć na stoisku Dictum w piątek 18-tego maja o godz. 15.00 i w sobotę 19-tego o godz. 12.00. 

Bardzo dziękuję Pani Ewie za wywiad. Ja już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z twórczością. Mam też nadzieję, że kiedyś spotkam Panią Ewę. Kto wie, może na Targach w Krakowie się uda?


Buziaki, Oliwia ;)

2 komentarze :

  1. Ciekawe pytania i rozbudowane odpowiedzi. Czytałam Kurhanek Maryli i serie Kolory uczuć - czekam więc na kolejną powieść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :D Ja jeszcze jestem przed Kurhankiem, ale nadrobię na pewno ;)

      Usuń